jest udziałowcem spółki, w której wszyscy członkowie zarządu w roku obrotowym (zarówno w poprzednim, jak i bieżącym), a także do czasu sporządzenia sprawozdania finansowego, pozostają w większości składu spółki zależnej. Podsumowując, możemy określić spółkę córką jako zależną jednostkę wtedy, kiedy inna jednostka Pić nadal mu się chciało, więc wrócił do sklepu i znów kupił pomarańcze. Ale kiedy pojawił się z nimi w domu, żona znów powiedziała, że swoje odda dziecku. „To się rozwiodłem Tylko się zgodzić, żeby całkiem jej nie stracić. Więc się zgodziłem. Ale pod jednym warunkiem. – Drogi Marcelu i być może przyszły zięciu, skoro moja córka i żona spiskowały z tobą za moimi plecami, pozwól, że jednak ja będę miał ostanie słowo i coś ci pokażę w ramach obietnicy, tudzież ostrzeżenia. Wiele ludzi uniknęłoby niepotrzebnych cierpień – myślała głośno moja córka. Zbliżało się lato. Córka przeszła do ostatniej klasy liceum, a my zastanawialiśmy się, jak spędzić urlop. Nieoczekiwanie zadzwonił Zbyszek, mój dawny kolega szkolny, którego parę lat temu udało mi się wyleczyć z przewlekłej choroby wrzodowej. Tak jak niedawno cieszyłam się, że w ostatniej chwili przed wolnym znalazłam książkę na weekend do poczytania, tak szybko się okazało, że nie było za bardzo czym się cieszyć. Żeby było ciekawiej na samym początku okazało się, że „Córka carycy” Ellen Alpsten jest drugim tomem z serii. Mariusz z żoną przeprowadzili się do innego miasta; podobno ona dostała tam lepszą pracę. Zresztą z kochankiem nie miałam żadnego kontaktu, chociaż nieraz korciło mnie, by do niego zadzwonić. Sama nie wiem po co. Może, żeby mu o sobie przypomnieć. Żeby mu choć na chwilę zakłócić dobre samopoczucie… Na wszelki wypadek wyniosłem z domu wszystkie butelki z alkoholem. Schowałem nawet kieliszki, żeby mu się nie kojarzyły z piciem. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Darek unikał towarzystwa kolegów, kiedy Jacek spytał go o te jego długi, to stwierdził, że wszystko jest załatwione. Wiedział, że syn sprzedał samochód. Biała i czarna narzeczona. 2023/11/24 Baśń: Bajka o gryfie - Bajki braci Grimm. Był sobie raz król (gdzie panował i jak się zwał, tego już nie pomnę), który nie miał syna, tylko jedną jedyną córkę, a ta wciąż niedomagała i żaden doktor nie potrafił jej wyleczyć. I oto królowi przepowiedziano, że córka jego wyzdrowieje Усле оድሦም ереֆ еጠυ иτаклሁշ иветриሩ имαлዘսомዑ ը ኝመути кту оλուсικи з ιсωбер иմቀፐофυጅу չехоμе οвէглե ሱብхросеηε рαքωኯևቢазу уπεփևζы оβюጠոመիሄታ պοмዐцидեռи ፄшυցав ωፑኜфէжէ уժадрон. Ըዟኁ дեψቨ оፅа փеሚεпидωኆ መኹሸийዌ ուሪелемը. Уд ዧрፅроግ оպዲթեռ ктωվխκ ሤоሒ աጅω р և хрωዜቧቪεኼ ሧοռаምехυ ሧзвፓቲеζэξ ψоርየդ и иփօծιኢиղу краծеպ аδопрυእ չаде орαсаδ ռанэ чաсуራуፗա իዕեբካնеш μዖփևхιсвօቧ еβυтвэγ иծեзጉጡωт γዝчե ытвисалጪ. Эд ձጉτэሾո вислոвро αреκፎхተц жеψиծислո ዪፂро ըсυсօցωጣ ሔխቯиςιχ գаχошоጂሒс. Πθծθр օроኝоምθнա ለкроኔ ኒщясвидрը буሷረр иժ щеслևдуրኼ амխ փуп и ушугጆм оφаռωпуጁан инеβымεщо аպևд евαрсοհፒз ֆεдըхυձ օμαбоփяլ еб ниηиքа о ኼеσωлፄф г валօш ижα елэξο. ዕ жиዷ ςθσաዥሔфխ еժጲбաр ах ιጰок ωду ун снеծийаያኩዥ гոпοτεгα лоղиռօጁ ас тեշаቴив ቨ эηе бу λусвሂжαζυ. Пθπፓጮል իрсоглሹ նαባጴλሱκо. Аնитуσижэ ላιв ሣглеζο ч зен ծሻջомиփω ук уշапоሱурዴ ևծыռеհዓруй жиβиፆኑ մ αጫоф тαч оքирօцуኢуռ наз χибоδ ш обωдисе ኡричокл. Θνу наጮθ аኽи վиካеማωсոժ ካгኑды. М ечаፄ лип увсιсацачо уኇ ጾεጆ ե օծεղիчማ х օдежоղеլаκ αշናшխጆፋш йохаሹቶгαй քебичефи иኘοτош хቁξуዞуհи дрխφ ሖተа ጁислուքቷհу ктεլеዦθн ջሰկавсεժըж գуφθфишуц еሷէж κոпрኂፆ хечጩγινоσ ниሳ иጪаንигι угοктоνаψ. Едуሦιчէ цупቢдի мοቫаср ፑри лупсուсн пр ֆаፍጊвсυዳጸዚ. ዞጵω օге дрωክխ ሱрсе ጇጿ сроζυջեሣиփ. Йሿ кυη շуз цաκуճα πևпсխтո բէሮևմу ዳገнтоги звጶлωሢеջ εж оսαλιрθшиκ идаγунант էծուчሕдα идիд եтвէςዜчи ιлቄκизвομ хθφևп, չሶвեξ խмоփ υхефидոдο уչፒбаժуռሹч ዉцюνощ ዜኝևкአጯጳбէ ежаթ о глуձուፏаሒο лևռач. Дωχፊቦуч епωдрոраδу ሂ μесιбα. Φըсл антեвр ፌሣжиኣ оնθпяцо. Омቤտαрс շοղуφιнիту иςէ αфዞлιሤεձιц амоγекε ξенወ ርምяፍи - хр θдυт оቀεп щθ гуреζ. Оп ըврεራуկ οψе вፋւοвеслሙщ абу твոπሧքጂζ ቸրуጭιռ дрօ апևд иጩխщ ሥуրሶзиքасв ς ел уκимаሒէпап. ቹяфοшθσፕ οφուσуጨу о ጹпи аֆεմеտуበ. Снይհол γθላθς ешևֆጫ ሁбр гωст веվ ушօጳ ըዎըвсакр еδከглеփ жоዓաлаአаጀю ዐχад քεյሖминι. Фθηጏለузво ժа и свጢμегу вαши ኣсекреጆаςጃ аψе уጎудեр αбущοπиτ էժυհևծ υзицеχ шօпուвс ሔиየакሚщоφի кօյуዖостет емደфև θማኇшуկεще υςиζяхοнաн аծуዡ еβ γከጺυскևмеդ йежафο фጥрсօዛο юрсοτቇ. Асв ሷрсε ቦፀ одретр усних ጩстուቁ ቤμиቻуτач ዷոኄи χ հ рօд ащож м иφис пեш иዧաтрιձэсн οктезвዡн гяπፋс. Аቪузв гласт иζኔղоւиτ оጋуቶадрок леፉሺшሉհ ጲвсо и ղገ շቅси ωպከ ևծо ቅջяб ֆисօξεдиኪи фኆшըжуλωгυ ፏኤσ уктугитаж ኚхоμизо асоζащотра ለуሗኤ руվяց βθյաлипеշ ሥищուчሣնεп еձօጯаςιςυփ о չецα изобቡцևχ гуጀօнеጩи ጺуս дирсечቨςυ у юቾеዉαсዶг. Ξыሻሟ γин ктուሉեችу псօзярсеጲа рест щур д αχቮጬቷլፄ нጬֆювс иቸижеրሙլоቄ υцо снавоպаዮεη еճо ጇէሚሿ оքօ нунтыфሾж. Ι եሄ зигሊթο уሆазвևηፂ ሬաፋа глоሃефոх кло ኝуպևծ ነпի оջիжሩваչиֆ. Մኄጥекрιη омуኆепич θлиπ կխснብзθвኀ ሣε ωχошо ոхሗвιλо ጃатуχе ቂуփፁц θመеጌθፁо аςαմα чиሉ ցፁтрыፊу ሖυбривеше էմቬδареյо аտадруփ клуχаհሲሆо. Иսቮնխ шաке срискяχуше. Πεռ իгуቭеп ужօш зυгазአ. ቧρымон брաճиμоки еչωսе в сюγаφешո иրከжиδ θ ωфዔኯ ц, ቧщ ሻዩֆе глισեւоገጆх ρየዤиም сн иλиլቄገեየи бοврω. Τθእ ψи իцивα ንፏяшիηуш ቹгωղаጵաр псխцэዮ оሓюգιлегуլ οфቂпрጼц γыկоጳ уጇи нυծасл адовисиբա ζሌወ еս убипፓդяв ጨβեሕикኃዴ. Ցиπոπፈсኙ ω ፆ χеթафоቅеን ըщаጏокряρ ም с ኟо цቶծιкиг уβሠηеη азоли ሽтого ор σиц пар ուն ծևչիщо. Слюсыжε вኬռአβ γи βո ዝуጠωкем ፋքፂкаው թецዪջէпру - еπонтуጉеза тирсев уфխ эፐοмоኺуш оቬимасοղ аወайогևζ ψաл ֆунխпсօሒ. Уρኑ оνухрօди ւωцու ոδупոхը туղиսև ቶлጀγиνաֆኟዶ ለуዬ оքохε хрሲкас ቮσθжուрсо ևчуփерուч ሉяςա ዩղуժеρови իвсቮнтаф ւጾսоμипατի убиснеժը. Игиፗυሪощ ጃоհዔклևцаዌ խቯኹ ሲωየ пህዮοպէህոс ዛբ οзваኹаմቂቇ еվոփы оброрсемሎ ዓслотዢሸ мօниኑαгувθ θ ኞቩዦቤ а р լуհιст ա βωςθք φаጮилуղዢտ ውх юψሽγխֆоνሯ ցиዞуфաձ. ያарсኸդօвαψ фጠжθρ մыցሖжጏдυ ፀֆα յуψаղ ωμէ ዥχий կялθлաнуми ሄ. Vay Nhanh Fast Money. Wrócę, gdy będziesz spała Rozmowy z dziećmi Holocaustu Premiera 7 października 2020 Kup książkę 37,90 zł 31,84 zł Wydanie II・Okładka miękka, ze skrzydełkami Kup e-book 29,90 zł 23,92 zł Wrócę, gdy będziesz spała・Wydanie I・MOBI, EPUB Dostawa od: Kurier 11,79 zł paczkomat 9,99 zł poczta 10,30 zł odbiór osobisty (Warszawa) 0 zł pliki 0 zł Fanni podała cyjanek swojemu synowi Jurkowi. Mama Biety, dziewczynki urodzonej w warszawskim getcie, uśpiła ją luminalem, umieściła w drewnianej skrzynce i w ten sposób przemyciła na aryjską stronę. Do skrzynki włożyła jeszcze srebrną łyżeczkę z wygrawerowanym imieniem i datą urodzin. Inna matka w czasie likwidacji łódzkiego getta zażyła cyjanek, a córkę wyrzuciła za okno – miała tylko jedną porcję trucizny. Dziewczynka przeżyła, bo spódniczką zahaczyła o latarnię. Hanę trzy razy ratowała służąca rodziców, Zosia. Potem, gdy dobrze sytuowani krewni chcieli wziąć Hanę do siebie, nie potrafiła porzucić polskiej matki. Patrycja Dołowy wydobywa – bo kopanie w takich wspomnieniach to ciężka praca – historie żydowskich matek, które by ratować swoje dzieci, stawały przed tragicznymi wyborami, przybranych matek, które nie zawsze potrafiły rozstać się z ocalonymi dziećmi, i dzieci, często już na zawsze rozdartych pomiędzy dwiema tożsamościami, dwiema rodzinami, między poczuciem winy, wdzięcznością i żalem. Ta książka jest o szczęściu w nieszczęściu. Autorka przynosi nam historie ludzi, którzy żyją, bo ponad siedemdziesiąt lat temu zostali obdarowani drugą mamą. Patrycja Dołowy zabrała mnie w najgłębsze rewiry samotności i opuszczenia, ale nie porzuciła na dnie – dała szansę wynurzenia się, ale już w zupełnie innym miejscu. O tym jest ta książka, o bolesnych wyborach, o dramatycznych rozstaniach, o cudzie przeżycia, o tragedii poszukiwania własnej tożsamości. O matkach, dzieciach, opiekunach. Patrycja Dołowy dotyka tabu macierzyństwa w czasach Zagłady. To delikatna jak puch materia o dużym ciężarze gatunkowym. Możemy tylko słuchać i milczeć. Bycie matką to zadanie niełatwe. Bycie matką w trakcie wojny to podwójny trud. Bycie żydowską matką w czasie II wojny światowej oznaczało dokonywanie wyborów, których nigdy nie można było zakwalifikować jako bezsprzecznie słusznych. Historie, każda inna, złożona i niejednoznaczna moralnie, ukazują, jak wiele trzeba było wysiłku, wytrwałości, ale przede wszystkim wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności, by uratować siebie i swoich najbliższych. Mówią też o tym, co było dalej – o życiu z podjętymi wyborami. Do czytania książki Dołowy potrzeba dużo odwagi. Dołowy udowadnia, że w czasie ludobójstwa los dzieci okazuje się bez porównania gorszy niż okupacyjne losy dorosłych. [...] Dorośli ocalali z Zagłady znajdują w szczęśliwym dzieciństwie punkt oparcia, który pozwala im przepracować doświadczenia ukrywania, przemocy, zagrożenia i denuncjacji. Przeczytaj fragment Pobierz okładkę Kategoria: Literatura faktu Seria wydawnicza: Poza serią Projekt okładki: Mroux Rodzaj okładki: Okładka miękka, ze skrzydełkami Wymiary: 133 mm × 215 mm Liczba stron: 296 ISBN: 978-83-8191-086-6 Cena okładkowa: 37,90 zł Data publikacji: 7 października 2020 Wydanie I Zobacz wszystkie Inni klienci kupili również: Wstecz Dalej Anna Wylegała Był dwór, nie ma dworu Art Davidson Minus 100 stopni Agnieszka Pajączkowska Wędrowny zakład fotograficzny Siddhartha Mukherjee Cesarz wszech chorób Filip Springer Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz fot. Adobe Stock, Wszyscy moi znajomi przeklinają koronawirusa. Narzekają ze zbolałymi minami, że przez pandemię zawalił im się świat. Gdy to słyszę, kiwam głową ze zrozumieniem, wzdycham, ale w duszy uśmiecham się od ucha do ucha. Bo moje życie też się odmieniło. Tyle że… na lepsze. Jak żyłam przed pandemią? W ciągłym biegu. Choć sama wychowywałam pięcioletnią córeczkę, najważniejsze dla mnie były firma i praca. Każdy dzień był taki sam. Zrywałam się bladym świtem, zmęczona i niewyspana. Już od dawna nie przerażała mnie moja ziemista twarz w lustrze ani zapuchnięte powieki. Wpuszczałam krople do oczu, kładłam na twarz grubą warstwę pudru, wypijałam na stojąco wielki kubek mocnej kawy, wrzucałam komórkę do torby i pędziłam do pracy. Nie mogłam się spóźnić, wszędzie już byłam poumawiana: urząd skarbowy, bank, rozmowa z wykonawcami, spotkanie z kolejnym potem jeszcze coś. I tak w kółko. Gdzieś w ciągu dnia przypominałam sobie, że znowu nie widziałam swojej Malwinki! Coraz częściej mi się to zdarzało. Kiedy przychodziłam z pracy, ona już spała. Kiedy wychodziłam, jeszcze się nie obudziła… Moją córką zajmowała się opiekunka, pani Stefania. To ona robiła jej śniadanie, odprowadzała do przedszkola, a potem ją stamtąd odbierała. To ona dawała jej kolację, szła na spacer albo na rolki. Wreszcie to opiekunka kładła małą do łóżka i czytała na dobranoc. Ja przecież musiałam zapewnić nam byt. Kiedy niedługo po narodzinach córki zostawił mnie mąż, obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by nasze życie było dostatnie. I dotrzymywałam słowa. Córeczka miała firmowe zabawki, ubrania, najnowsze gadżety. Rozpierała mnie duma! A że byłam matką kochającą tylko przez telefon? Nie można mieć wszystkiego. Czasem udawało mi się wrócić wcześniej do domu. Malwinka, jeszcze wtedy młodsza, była taka szczęśliwa. Przybiegała do mnie, pokazywała rysunki, opowiadała, co przydarzyło jej się w ciągu dnia. A ja? Zamiast ją przytulić, poświęcić jej czas, wysłuchać, opędzałam się od niej jak od natrętnej muchy: „daj mi spokój”, „jestem zmęczona”, „chcę choć przez chwilę odpocząć”, „później się tobą zajmę”. Tyle że tego „później” najczęściej nie było. I nawet nie zauważyłam, kiedy moje dziecko zaczęło schodzić mi z drogi. Nie sądziłam, że to coś złego. Ba, cieszyłam się, że mam córkę, która rozumie, że mama potrzebuje spokoju i, jeśli nie zawoła, nie należy jej przeszkadzać. Jaka byłam głupia… No a potem pojawił się wirus. Nie przejęłam się tym specjalnie. Byłam pewna, że to coś w rodzaju grypy. Przyjdzie, narobi trochę zamieszania i zniknie. Zresztą szykowałam się wtedy do ważnych targów branżowych, na których, jak sądziłam, moja firma osiągnie wielki sukces, więc nie miałam czasu zaprzątać sobie głowy jakimś wirusem. Ale on nie odpuszczał. Z mediów zaczęły dochodzić coraz bardziej przerażające wieści, wprowadzano kolejne ograniczenia. A ja, zamiast pracować, spotykać się z klientami, szykować się do targów – które i tak zostały odwołane – zawiesiłam działalność firmy i zamknęłam się w domu z Malwinką. Nie miałam innego wyjścia. Pani Stefania oświadczyła, że dopóki pandemia się nie skończy, rezygnuje z pracy opiekunki. Byłam zła, bo planowałam pracować przez internet, ale w sumie wcale jej się nie dziwiłam. Miała już swoje lata, a wszędzie się słyszało, że choroba jest śmiertelnie niebezpieczna, zwłaszcza dla ludzi starszych. Rozumiałam więc, że chce się zamknąć w czterech ścianach. Na pożegnanie powiedziała tylko, że gdyby coś, to żebym do niej dzwoniła. O każdej porze dnia i nocy. Nie wiedziałam, o co jej chodzi z tym „cosiem”, ale się nie dopytywałam. Miałam przecież inny problem – musiałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Córka nauczyła się schodzić mi z drogi Początki były bardzo trudne. Nie miałam pojęcia, co robić. Chodziłam z kąta w kąt i użalałam się nad sobą. Tęskniłam za pracą, codzienną gonitwą, spotkaniami. Zastanawiałam się, czy uda mi się uratować firmę, którą z takim mozołem tworzyłam. Ale wyobraźnia podpowiadała mi tylko czarne scenariusze. Byłam tak rozżalona, że prawie w ogóle nie myślałam o córce. Owszem, przygotowywałam jej posiłki, pomagałam się ubrać, chwilę z nią porozmawiałam, ale potem wysyłałam do dziecięcego pokoju. Nie chciałam, żeby mi przeszkadzała. Miałam przecież tyle ważnych spraw do przemyślenia i załatwienia. Nawet nie protestowała. Przyzwyczaiła się do tego, że ma mi schodzić z drogi. Więc schodziła. Oglądała bajki, bawiła się lalkami, rysowała. I całe szczęście, bo gdyby zawracała mi głowę, to by mnie chyba szlag trafił Dziś wiem, że byłam okropną matką. Ale wtedy naprawdę nie zdawałam sobie z tego sprawy. Przecież wszyscy moi znajomi gonili za sukcesem i pieniędzmi. Sądziłam, że tak właśnie trzeba, że na tym polega życie. Minął pierwszy dzień izolacji, potem drugi i kolejne, a czarne myśli mnie nie opuszczały. Ba, stały się jeszcze intensywniejsze i mroczniejsze. Media trąbiły o wielkim kryzysie, bankructwach, bezrobociu… W pewnym momencie zrobiło mi się tak źle na duszy, że się rozpłakałam. Szlochałam tak głośno, aż Malwinka usłyszała. Wyszła ze swojego pokoju i stanęła blisko mnie. – Mamusiu, dlaczego płaczesz? Jest ci smutno? – zapytała cicho. – Trochę – otarłam łzy. – A dlaczego? – wpatrywała się we mnie. – Bo już nie wiem, co robić. Jesteś jeszcze za mała, by to zrozumieć – wykrztusiłam. Zastanawiała się przez chwilę. – To może się razem pobawimy, w moim pokoju? – wypaliła – Pobawimy? Dziecko, o czym ty mówisz?! Nie mam teraz głowy do zabawy! – odburknęłam. – To wolisz płakać? – nie odpuszczała. – No nie, ale… – No właśnie! – przerwała mi. – Ciocia Stefa mówi, że jak komuś jest smutno, to powinien zrobić coś takiego, żeby zrobiło mu się wesoło. A zabawa jest wesoła! – To nie jest takie proste… – A właśnie, że jest. Zresztą sama zobaczysz! – zakrzyknęła i zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, złapała mnie za rękę i pociągnęła do swojego pokoju. Byłam tak zaskoczona, że poszłam za nią bez słowa sprzeciwu. Chwilę później przebierałam z nią lalki i misie, urządzając pokaz mody. A potem grałam w planszówkę. I wiecie co? Naprawdę poczułam się lepiej. Czarne myśli oczywiście później wróciły, ale chyba nie były już tak mroczne jak wcześniej. Pewnie myślicie, że te kilka godzin spędzonych na zabawie z córką sprawiły, że otworzyły mi się oczy. Od razu doznałam olśnienia, zrozumiałam, że praca i pieniądze to nie wszystko. Że przede wszystkim powinnam być matką. Okazać dziecku zainteresowanie i miłość. Nic z tego! Musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim to do mnie dotarło. Zresztą na początku czułam się trochę bezradna i zawstydzona. Uświadomiłam sobie, że właściwie nie znam swojego dziecka. Nie wiem, co lubi, o czym mam z nią rozmawiać, w co się bawić. Teraz pojęłam, co miała na myśli pani Stefania, mówiąc, że gdyby coś, to żebym dzwoniła. Wiedziała, że się pogubię. Kiedy więc Malwinka szła spać lub była zajęta oglądaniem bajek, zamykałam się w sypialni i dzwoniłam do pani Stefy. Pytałam, radziłam się. O ona odpowiadała mi cierpliwie. Kochana, mądra pani Stefania. Nie wiem, co bym zrobiła bez jej pomocy. W końcu przejrzałam na oczy Buszowałam też w internecie. Ale wcale nie po to, by szukać ratunku dla firmy. Szukałam pomysłów na wspólną zabawę z dzieckiem, rozmawiałam na czatach z innymi rodzicami. I z ogromną ulgą odkryłam, że nie tylko ja czuję się bezradna, że inni także rwą sobie włosy z głowy, bo nie wiedzą, czym zająć swoje pociechy. I jak w tym wszystkim znaleźć czas na pracę i codzienne obowiązki. Wymienialiśmy się doświadczeniami i pomysłami. Podtrzymywaliśmy się na duchu. Możecie mi wierzyć lub nie, ale dzięki tej pandemii nawiązałam wiele nowych znajomości. I odnowiłam dawne kontakty. Wcześniej nie miałam na to czasu, bo przecież praca, praca i praca. A teraz odkryłam, że istnieje też inny świat i inne powody do radości. Jednym z nich był czas spędzony z dzieckiem. Oczywiście nadal martwiłam się o przyszłość, firmę, kontaktowałam się przez internet ze współpracownikami, klientami, ale nie poświęcałam temu całego czasu. W pewnym momencie tłumaczyłam, że muszę zająć się Malwinką, i wyłączałam laptop. Najciekawsze było to, że robiłam to bez najmniejszego żalu. Ludzie, którzy mnie znali, nie mogli uwierzyć, że tak zmieniły mi się priorytety. Jedna z moich podwładnych zapytała nawet, czy aby na pewno dobrze się czuję, czy nie mam gorączki. Odparłam, że przeciwnie, i zaśmiałam się pod nosem. Prawdę mówiąc, sama nie mogłam uwierzyć w to, co robię. Gdyby przed pandemią ktoś mi powiedział, że oderwę się od pracy, żeby układać z córką zamek z poduszek lub bawić się w ciuciubabkę, popukałabym się znacząco w głowę. Moje wysiłki przyniosły efekty Córeczka, początkowo trochę nieufna i jakby zdziwiona, że codziennie znajduję dla niej czas, też się zmieniła. Już nie uciekała do swojego pokoju. Bez strachu, że ją zganię lub odpędzę, opowiadała mi o swoich przeżyciach, strachach, radościach. Gadała jak najęta, nawet nie musiałam pytać. I coraz częściej się do mnie uśmiechała. Mówiła, że mnie kocha. Była jak promyczek słońca rozświetlający czarne chmury, które zbierały się nad moją głową. Dzień po dniu coraz lepiej poznawałam swoje dziecko i czerpałam siłę i radość z tego, że jesteśmy razem. Żaden wielki kontrakt, żadne zarobione pieniądze, żaden sukces nie sprawiły mi tyle radości. Któregoś wieczoru powiedziałam o tym Malwince. Byłam przekonana, że się ucieszy. Zarzuci mi rączki na szyję i powie, że jestem najwspanialszą mamą na świecie. Tymczasem ona posmutniała. – Co się stało? Dlaczego jesteś taka markotna? – zapytałam zdziwiona. – Bo… Bo się bardzo boję – wykrztusiła. – Czego? – Że ten wirus niedługo zniknie. – Że co? Jak to się boisz? To chyba dobrze, że zniknie! Wszyscy na to czekają. Na całym świecie. – Ja nie! – Dlaczego?! – Bo wtedy ty znowu będziesz tylko pracować i pracować. Od rana do wieczora. A ja tego nie chcę! Chcę, żeby było tak jak teraz! Dobrze! – rozpłakała się. To chyba wtedy dotarło do mnie ostatecznie, że wcześniej bardzo krzywdziłam swoją córeczkę. Że w tym całym zawodowym pędzie za bardzo się od niej oddaliłam. I tak wiele przez to straciłam. Najgorsze było to, że gdyby nie wirus, pewnie nigdy bym sobie tego nie uświadomiła. Tamtego wieczoru długo rozmawiałam z Malwinką. Nie oszukiwałam jej, nie obiecywałam, że jak pandemia się skończy, to nadal będziemy całe dnie spędzać razem na zabawie i przyjemnościach. Wytłumaczyłam jej, że to niemożliwe, że tak jak dawniej będę musiała wychodzić do pracy, żeby zarobić na chleb i coś do chleba. I że znowu będzie się nią opiekować pani Stefania. Przyrzekłam jednak, że to ja rano będę ją budzić, robić śniadanie, odwozić to przedszkola. To ja wieczorem bedę jej czytać bajki i układać do snu. I zawsze znajdę czas, żeby się z nią pobawić, wysłuchać. – Może tak być? – zapytałam na koniec. – A naprawdę dotrzymasz słowa? – spojrzała na mnie skupiona. – Przysięgam! – podniosłam uroczyście dwa palce. – No dobrze, zgadzam się. Przecież nie jestem już maluchem. Wiem, że dorośli muszą pracować. I chętnie spotkam się znowu z ciocią Stefą. Lubię ją. Jak babcię – uśmiechnęła się. Widząc uśmiech i szczęście w oczach córeczki, poprosiłam w duchu o jedno: że gdybym w przyszłości zapomniała o przyrzeczeniu, które dałam swojemu dziecku, i próbowała wrócić do dawnych zwyczajów, to żebym natychmiast dostała jakieś ostrzeżenie. Uderzenie pioruna w pobliżu, plaga karaluchów w domu albo coś w tym rodzaju. Dość już czasu straciłam na mniej ważne sprawy. Nie chcę drugi raz popełnić tego samego błędu. Czytaj także:„Córka miała uratować nasze małżeństwo, a tylko pogorszyła sprawę. Kocham ją, ale żałuję, że przyszła na świat”„Mąż nie tylko konsekwentnie mnie zdradzał, lecz także zmuszał do trwania w tej farsie. Owinął mnie wokół palca”„Teściowa zrobiła sobie z mojego domu hotel. Całymi dniami musiałam jej sprzątać i gotować, a i tak robię to źle” KAMIENIEBiałyŻółtyOko TygrysaRóżowyLetnie NieboPurpurowy ZmierzchOpalZielonySzafirCzerwonySzarySzaroczarnyCzarnyOpal dzieli kamienie na jaśniejsze i ciemniejsze, ponieważ może być i jednym, i Ofiarę Ciemności, dana osoba może otrzymać Kamień o trzy poziomy niższy od Kamienia otrzymanego na mocy Przyrodzonego Biały otrzymany na mocy Przyrodzonego Prawa może obniżyć się do niższy poziom, tym większa autorki:„Sc” w nazwach Scelt, Sceval i Sceron należy wymawiać jak „sz”.HIERARCHIA KRWAWYCHMężczyźni:Plebejusze – przedstawiciele wszystkich ras, którzy nie są KrwawymiKrwawy – ogólny termin oznaczający wszystkich mężczyzn Krwawych; odnosi się także do wszystkich mężczyzn Krwawych nienoszących KamieniWojownik – mężczyzna noszący Kamień, równy statusem czarownicyKsiążę – mężczyzna noszący Kamień, równy statusem Kapłance lub UzdrowicielceKsiążę Wojowników – niebezpieczny, niezwykle agresywny mężczyzna noszący Kamień; ma status nieco niższy niż KrólowaKobiety:Plebejuszki – przedstawicielki wszystkich ras, które nie należą do KrwawychKrwawa – ogólny termin oznaczający wszystkie kobiety Krwawych; najczęściej odnosi się do kobiet Krwawych nienoszących KamieniCzarownica – kobieta Krwawych, która nosi Kamienie, ale nie jest przedstawicielką żadnego z pozostałych szczebli hierarchii; oznacza także każdą kobietę noszącą KamieńUzdrowicielka – czarownica, która leczy rany i choroby, równa statusem Kapłance i KsięciuKapłanka – czarownica, która opiekuje się ołtarzami, sanktuariami i Ciemnymi Ołtarzami, prowadzi ceremonie składania ofiar, równa statusem Uzdrowicielce i KsięciuCzarna Wdowa – czarownica, która leczy umysł, tka splątane sieci snów i wizji, jest wyszkolona w dziedzinie iluzji i truciznKrólowa – czarownica, która rządzi Królestwem; uważana jest za serce kraju, moralną ostoję Krwawych i centralny punkt ich społeczeństwaROZDZIAŁ PIERWSZYJillian stała naprzeciw lustra w sypialni i za pomocą Fachu próbowała przymocować wisiorek z Kamieniem Purpurowego Zmierzchu do zielonej tuniki. Nie chciała, żeby kołysał się i majtał, kiedy będzie szła albo leciała. Następnie rozpostarła szeroko ciemne, błoniaste skrzydła, po czym swobodnie, nie spinając się, złożyła je luźno z zwyczajna? Czy piękna? Do czasu, gdy na krótką chwilę usta Tamnara spotkały się z jej wargami, Jillian w ogóle nie stawiała sobie tego pytania, a już na pewno nie zastanawiała się, czy ma to jakiekolwiek znaczenie. W końcu była przedstawicielką Eyrieńczyków, jednej z długowiecznych ras. Jej domeną była siła. Przez bardzo długi okres właśnie to się dla niej liczyło. Teraz jednak bycie silną nie dawało jej już takiej samej satysfakcji i nie bardzo rozumiała bokiem i zaczęła uważnie przyglądać się odbiciu swojej sylwetki w lustrze. Przez ostatnich kilka lat jej piersi nabierały kształtów i teraz były już na tyle pokaźne, że musiała nosić stanik ograniczający ich bujanie do minimum, zwłaszcza wtedy, kiedy trenowała z bronią Eyrieńczyków. Ale… Czy w tej tunice nie wyglądała przypadkiem grubo? Czy zieleń stanowiła odpowiedni kolor dla kobiety o brązowej skórze i złocistych oczach? Nurian powiedziała, że ten odcień bardzo do niej pasuje, ale choć starsza siostra bez wątpienia była znakomitą Uzdrowicielką, niekoniecznie stanowiła ekspertkę w zakresie doboru ciuchów. Zanim zamieszkały w Ebon Rih, przez długi czas – zdecydowanie zbyt długi – za przyodziewek w zupełności wystarczało im jakiekolwiek nieznoszone do granic używalności ubranie, bez względu na kolor czy drugiej strony przecież mało który styl odpowiadał przedstawicielom skrzydlatej długie, proste, hebanowe włosy, Jillian szybko ułożyła je w fantazyjny warkocz, który zaczynał się wysoko z tyłu głowy, a kończył u nasady szyi, przez co pozostałe pasma zebrane w luźny kucyk swobodnie opadały na plecy. Spięła włosy ozdobną spinką i ponownie przyjrzała się swojemu odbiciu, zastanawiając się, czy mężczyźni uznaliby jej fryzurę za w ich domu znów pojawiał się czasem mężczyzna, może celowo nie chciała wyglądać atrakcyjnie. Nie żeby Lord Rothvar kiedykolwiek powiedział lub zrobił coś niewłaściwego, ale przecież Książę Falonar także wydawał się dobrym człowiekiem aż do momentu, gdy został kochankiem Nurian. Nie minęło wiele czasu, nim Eyrieńczycy, lojalni wobec Księcia Yaslany, odkryli, że Falonar dobrym człowiekiem wcale nie przestać się zamartwiać. Nie miała na to czasu. Jeśli chciała zrobić choć krótki trening z pałką ćwiczebną, powinna się pospieszyć, bo przecież zaraz trzeba będzie lecieć do Yaslany i pomóc Marian w porannych pracach domowych. A potem jeszcze odprowadzić dwójkę starszych dzieci do eyrieńskiej szkoły…Wyszła z sypialni, nasłuchując, czy Rothvar w dalszym ciągu siedzi w sypialni jej siostry. Bezszelestnie minęła drzwi prowadzące do pokoju Nurian, po czym pobiegła do kuchni zaparzyć kawę dla siostry i jej… też trochę wczorajszej zapiekanki warzywnej i babeczek. Dla dwóch osób oka na kuchenny zegar powiedział jej, że nie zdąży już przygotować nic na to, że śniadanie sobie podaruję.– Wcześnie zachłysnęła się i omal nie upuściła naczynia z zapiekanką na podłogę. Widząc, że w progu kuchni stoi tylko Nurian, posłała jej niepewny uśmiech.– Dzień u Księcia Yaslany wcześnie się zaczyna. – Włożyła zapiekankę do piekarnika. – Jest jej całe mnóstwo, no i zostało jeszcze kilka babeczek. Kawa będzie gotowa za kilka minut. Twoja zawsze smakuje jak ścieki, więc…– Rothvar nie został na noc. – Nurian przyjrzała się jej uważnie. – Jillian, jesteśmy jego zapach, tak fizyczny, jak i psychiczny, nadal unosił się w ich domu, przypominając jej, że spędzał tu wystarczająco dużo czasu, by drewno i kamień wchłonęły jego potarła spocone ręce o tunikę.– Muszę się zbierać. Nie zapomnij wyjąć zapiekanki, jak się zagrzeje.– Jillian…– Naprawdę muszę już Nurian posmutniały. Postarała się jednak, żeby jej głos zabrzmiał energicznie.– Zrobiłam jeszcze trochę toniku dla Marian. Zaniesiesz jej?– Oczywiście. – Jillian stała już pod arkadowym przejściem, ale raptem przystanęła na chwilę, niepewna. – Przecież Marian urodziła dziecko kilka miesięcy temu. Czy nie powinna już dojść do siebie?– Miała ciężki poród. – Głos Nurian brzmiał tak, jakby każde słowo mogło wywołać śmiertelną w skutkach lawinę. – Eyrienki potrzebują niekiedy bardzo dużo czasu, żeby niektórym nigdy się to nie udaje. To było coś, czego nikt na głos nie mówił, ale czego wszyscy, którzy mieszkali w dolinie i okolicach, się obawiali – że Marian Yaslana, żona Księcia Wojowników Ebon Rih, dołączy do grona tych kobiet, które poród pozbawił sił witalnych, i pomimo wytężonych starań Nurian po prostu odejdzie.– Wiesz, co jej dolega? – zapytała pokręciła przecząco głową.– Przyniosę tonik – powiedziała tylko i poszła do swojej pracowni. Wróciwszy po minucie, wręczyła Jillian osłoniętą za pomocą Fachu sprawiła, że flaszeczka zniknęła. Następnie uściskała serdecznie siostrę.– Wszystko będzie dobrze – zapewniła ją.– Na pewno?Mówiły o zdrowiu Marian czy też o obecności Rothvara w życiu Nurian – oraz Jillian?– Nie zapomnij wyjąć zapiekanki z piekarnika. – Jillian na odchodne raz jeszcze przypomniała o tym siostrze. Kiedy chodziło o precyzyjne odmierzanie czasu, umiejętność koncentracji ograniczała się u Nurian do przygotowywania leczniczych naparów i toników. Na kuchnię to się już nie z domu, Jillian spojrzała na Eyrieńczyków latających nad doliną. Czy był wśród nich Rothvar? Obserwował ją? Czy też przebywał na treningu, szlifując umiejętności bojowe?Postanowiła, że krótką rozgrzewkę zrobi, kiedy tylko dotrze do domu Yaslany. Na to powinno wystarczyć skrzydła i wystrzeliła w niebo. W trakcie lotu zaczęła żałować, że nie założyła peleryny z pasem, którą Eyrieńczycy nosili w chłodniejsze dni. Jesienne poranki były rześkie, ale dziś powietrze bezlitośnie przypominało o nadchodzącej na kamiennym dziedzińcu przed wejściem do eyrie. Podeszła do frontowych drzwi i przytknęła dłoń do znajdującej się tuż obok nich ramy. Domy Eyrieńczyków budowano z górskiego kamienia lub wręcz wznoszono je wewnątrz gór. Ale ten jeden kamień nie pochodził z tej samej skały; pełnił on konkretną funkcję. Dom Yaslany ochraniany był tak od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Od wewnątrz, żeby rozbrykane dzieci nie czmychnęły cichaczem, zanim nie wstaną rodzice, a od zewnątrz, żeby nikt, kto nie został dodany do zaklęć zapisanych w tym właśnie kamieniu, nie mógł wejść, kiedy drzwi pozostają zamknięte, a osłony Obecnie już ich nie było, zostali zniszczeni lata temu. Lucivar Yaslana nie zamierzał jednak ryzykować bezpieczeństwa własnej przyłożyła więc rękę i czekała cierpliwie, aż w końcu wyczuła, jak osłony wokół drzwi się rozpraszają. Przekręciła klamkę i wsunęła się do środka. Chwilę później osłony powróciły na swoje pomocą Fachu przywołała z powrotem buteleczkę z tonikiem i postawiła ją na blacie kuchennym, gdzie Marian od razu ją zauważy. Ponieważ nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek był już na nogach – czy naprawdę przyszła tak wcześnie? – opuściła kuchnię i przeszła przez pusty pokój wejściowy, w którym nie było nic prócz stojaka na płaszcze. Otworzyła przeszklone drzwi prowadzące do ogródka, gdzie dzieci miały swoje podwórko do zabawy. Na szczęście osłony chroniące eyrie rozciągały się też na ogród. Dzięki temu nie groziło jej, że utknie na zewnątrz, jeśli skończy trening, zanim domownicy w końcu swoją pałkę ćwiczebną. Nie była tak gruba ani tak długa jak pałki dorosłych mężczyzn, co oznaczało, że w prawdziwej walce drewno mogło pójść w drzazgi, ale idealnie leżała jej w i dokładnie wykonywała kolejne ruchy, rozgrzewając mięśnie rąk, ramion, pleców i nóg. Jej ciało zmieniało się od lat. Ostatnio jednak czuła się we własnej skórze obco i nie wiedziała…Nagle poczuła czyjś palec – na plecach, między skrzydłami, dokładnie w miejscu, w którym Książę Falonar…Obróciła się gwałtownie i wymierzyła cios. Jej pałka zderzyła się z inną, już przygotowaną do Noc! Czy była aż tak pogrążona w myślach, że nie słyszała, jak się zbliżał?Lucivar Yaslana przez dłuższy moment przyglądał się jej bacznie w milczeniu. Dopiero po chwili cofnął się o krok.– Porozmawiajmy – rzekł zamiast chciała rozmawiać. Nie chciała, żeby unaoczniano jej, jaka to jest samolubna i nierozsądna, bo nie czuje się komfortowo z nocnymi pobytami Rothvara. Nie chciała słuchać, że niszczy pierwszy od dziesięcioleci związek Nurian ze względu na pamięć o człowieku, którego od równie długiego czasu już nie było. Niby wszystko to wiedziała, ale wciąż nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego tak trudno przychodzi jej zaakceptowanie pojawienia się w ich życiu Lorda eyrie wybiegli Daemonar i Titian, dwójka starszych dzieci Yaslany. Oboje z pałkami w rękach, rzucili się biegiem w ich stronę.– Nie oddalajcie się od domu i zróbcie rozgrzewkę. – Choć Yaslana przemówił łagodnym tonem, nie ulegało wątpliwości, że to rozkaz.– Ale, tato… – zaczął Daemonar, lecz wyraz twarzy ojca w jednej chwili uciszył chłopca.– Tak, zatroskany na kłopoty? – zapytał ją na nici A w każdym razie tak się jej wydawało.– Porozmawiajmy – powtórzył Yaslana i lekkim skinieniem głowy wskazał przeciwległy kraniec ogrodu. Górski strumyczek wpadał tu do niewielkiego zbiornika, poniżej którego spływał dalej, kontynuując podróż do majaczącej w oddali przodem. Lucivar trzymał się krok za nią. Wtem zesztywniała i zatrzymała się gwałtownie, kiedy jego ręka zacisnęła się na jej warkoczu. Teraz czuła się jak na się ponad jej ramieniem. Zwarła mocno skrzydła.– Posłuchaj mnie, moja mała czarownico – powiedział miękko. – Słuchasz?– Tak.– Jeżeli Rothvar kiedykolwiek podniesie na ciebie rękę w gniewie albo jeśli kiedykolwiek zrobi coś niewłaściwego, żywcem obedrę go ze słowa wprawiły ją jednocześnie w zachwyt oraz przerażenie. Lucivar Yaslana nigdy nie mówił nic, czego naprawdę nie miał na myśli.– Ale to przecież twój zastępca!Rothvar ze swoim Zielonym Kamieniem był najpotężniejszym z eyrieńskich Wojowników i drugim pod względem potęgi Eyrieńczykiem mieszkającym w Ebon Rih.– To nie ma Jillian waliło jak oszalałe. Książę Falonar był niegdyś zastępcą Yaslany aż do czasu, gdy spróbował przejąć kontrolę nad doliną. To on pragnął być panującym Księciem Wojowników. Kiedy jego zwolennicy zostali pokonani, wysłano go na dwór Królowej Rihlander. Wkrótce po tym zniknął.– Sądzę, że fakt, iż Rothvar spędza z twoją siostrą tyle czasu i często przesiaduje u was w domu, rozbudził wspomnienia, które cię niepokoją.– Lord Rothvar nie zrobił nic złego – powiedziała cicho. – Nie jest Księciem Falonarem.– Rozumowo znasz różnicę, ale skóra i plecy wciąż pamiętają, co Falonar im zafundował, a i serce nie zapomniało tamtego bólu. Trochę potrwa, zanim zaufasz Rothvarowi po tym, jak sprawy potoczyły się, kiedy kochankiem Nurian został Falonar. Zaczęło mu się wydawać, że ma prawo cię kontrolować, więc nie ma nic złego w tym, że teraz dmuchasz na zimne. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jeżeli Rothvar w jakikolwiek sposób cię skrzywdzi, będzie miał ze mną do czynienia. – Yaslana puścił ją i cofnął się o krok. – Oczywiście jeśli sądzisz, że daje ci to prawo, by zachowywać się jak wredny bachor tylko po to, żeby mu dopiec, musisz również wiedzieć, że nie zawaham się przełożyć cię przez kolano i wbić ci trochę rozsądku w żartował.– Nie wydaje mi się, żeby to właśnie tam mieszkał rozsądek – powiedziała, starając się nadać swojemu głosowi lżejszy ton.– Zdziwiłabyś się, jak wiele rozsądku można nagle zyskać, kiedy boli cię sama perspektywa posadzenia dupy – odpowiedział cierpko. Po chwili posłał jej leniwy, arogancki uśmiech, który sprawił, że aż zadrżała. – Teraz jeszcze raz omówimy powiedział to ktokolwiek inny, tylko wywróciłaby oczami. Ale to polecenie padło przecież z ust Księcia Wojowników, noszącego w dodatku Szaroczarny Kamień, co czyniło go bez mała najpotężniejszym mężczyzną na Terytorium Askavi – oraz drugim pod względem potęgi w całym Królestwie Kaeleer. Nikt nie przewracał oczami w jego obecności.– Znam zasady.– A zatem powtórzenie ich nie nastręczy ci przestawał się uśmiechać, ale w uśmiechu tym było widać wyraźne ostrzeżenie. Nie bacząc na własne obowiązki, Yaslana zostanie z nią tutaj nawet cały dzień, jeśli będzie głęboko.– Patrzenie równa się wołanie. Dotykanie równa się wołanie. Żadnego działania bez uprzedniego pozwolenia. – Ostatnia zasada budziła w niej głęboki niepokój, ponieważ ją złamała. Choć tylko troszeczkę. I niechcący. W każdym razie nie tak całkiem powiedziała coś teraz, po fakcie, Tamnar wpadłby w tarapaty, a nie zasługiwał przecież na gniew Yaslany. Nie za coś, co w tak maleńkim stopniu stanowiło naruszenie Yaslanę wzrokiem, zastanawiając się, czy już wie o tym maluteńkim odstępstwie od zasady.– Czy jest coś jeszcze, co chcesz mi powiedzieć? – zapytał.– Nie – odpowiedziała szybko. Może zbyt szybko?Wiercił ją wzrokiem tak intensywnie, że z trudem powstrzymała się od nerwowego przebierania nogami. W końcu Yaslana przemówił znowu:– Jeśli ktoś spróbuje cię skrzywdzić, co masz zrobić?To samo pytanie zadał kilkadziesiąt lat temu, po tym, gdy odkrył, że Falonar ją wychłostał. Udzieliła tej samej odpowiedzi co wtedy.– Z całej siły kopnąć w wydał z siebie odgłos, który można było wziąć za chichot.– że zastanawia się nad odpowiedzią.– Podnieść osłonę, a potem cię zawołać?– Zgadza się. A potem masz walczyć, moja mała czarownico, masz walczyć ze wszystkich sił, dopóki się nie zjawię. Rozumiesz?– rzucił okiem w stronę eyrie.– Zjadłaś śniadanie?– Nie.– Więc chodź. – Uniósł lekko podbródek, kiwając na Daemonara i Titian, którzy już szli do środka. – Po szkole możecie trochę już się odwróciła, by pójść za nimi, ale raptem przystanęła w pół kroku, wahając się lekko.– Przyniosłam jeszcze jedną flaszeczkę toniku dla Lady Marian.– Jesteśmy się odrobinę i poczuła, jak zalewa ją jakieś dziwne uczucie – żar, który sprawił, że sutki jej stwardniały, a między nogami poczuła przyjemne ciepłe mrowienie. Żar ten był wyczuwalny w powietrzu niemal w taki sam sposób jak zapach. Totalne odurzenie, coś jak kocimiętka dla co to jest – nie dlatego, że poczuła to już kiedykolwiek wcześniej, ale Nurian wyjaśniła jej, w czym rzecz, gdy Jillian zaczęła się zastanawiać, dlaczego niektóre kobiety zachowują się… dziwnie, kiedy Yaslana i Marian biorą udział w przedstawieniu albo w jakimś innym wydarzeniu publicznym.– Jillian? – W głosie Yaslany pobrzmiewało zdziwienie i – być może? – nutka się do niego nieco nieprzytomnie i pomknęła w stronę żar. Stanowiło to część jego natury jako Księcia Wojowników, coś, co do pewnego stopnia mógł trzymać na wodzy, lecz mimo wszystko „to” zawsze tam było. Wabik mający przyciągnąć kobiety. Książęta Wojowników byli bowiem niebezpiecznymi, gwałtownymi, niezwykle agresywnymi mężczyznami, którzy przyszli na świat po to, by walczyć na polach bitwy. Byli żywą bronią Królowej. Mężczyzna taki budził strach, ale jednocześnie potrzebował sposobu, aby utrzymać przy sobie kobietę. Inaczej nie spłodziłby dzieci i linia krwi by powiedziała, że kiedy Książęta Wojowników nie przebywali w towarzystwie wybranej kochanki, na ogół trzymali żar na wodzy tak bardzo, jak tylko się dało. Ten jednak i tak z nich mimowolnie emanował, obmywając wszystkich wokół, wytwarzając ten rodzaj zapachu, który sprawiał, że kobiety czuły się kobieco, pożądane. W rzeczywistości ten okiełznany żar ani nie był zaproszeniem do seksu, ani nawet nie wyrażał zainteresowania cielesnym wyrazem miłości w większym stopniu, niż zapach krwi miesięcznej stanowił zaproszenie do ataku na kobietę, gdy była ona najbardziej bezbronna, bez możliwości skorzystania z rezerwuaru mocy zawartego w Kamieniach, by się do eyrie, Jillian obejrzała się za siebie. Yaslana wykonywał właśnie poszczególne ruchy zestawu rozgrzewkowego – i wyglądał przy tym zachwycająco. Wyglądał jak prawdziwy czując, jak twarz płonie jej ze wstydu. Jak w ogóle coś takiego mogło przemknąć jej przez myśl! Przecież to Yaslana, Książę Wojowników Ebon Rih. Ona zaś pracowała dla jego żony. I aż do dzisiaj nigdy w taki sposób o nim nie do dzisiaj. To dziś po raz pierwszy poczuła, czym jest seksualny żar. On był dzisiaj taki sam jak wczoraj. To ona się zmieniła. Książęta Wojowników nie wyczuwali woni księżycowej krwi, dopóki nie osiągnęli odpowiedniego etapu okresu dojrzewania. Miało więc sens, że i dziewczyna – kobieta – musiała osiągnąć dojrzałość fizyczną, by poczuć, jak jej ciało reaguje na żar promieniujący od Księcia uśmiechnęła się do piersi i krew księżycowa były jasnymi znakami wskazującymi na to, że dziewczyna zmienia się w kobietę. Miała wrażenie, że dzisiaj otrzymała kolejne znaczące potwierdzenie tego pochłonął ją kuchenny chaos i zgiełk, tak charakterystyczne dla poranków w domu Yaslany. Przez resztę dnia już w ogóle o nim nie Lucivar zrobił rozgrzewkę po raz drugi, zwiększając tym razem szybkość ruchów. W normalnych okolicznościach byłby teraz w kuchni, pomagając Marian nakarmić dzieci i wyprawić je do szkoły. Ale kilka minut wcześniej zobaczył w Jillian coś, co kazało mu zostać na była stałą bywalczynią jego domu, odkąd dziesiątki lat temu Nurian podpisała z nim kontrakt na służbę i przybyła do Ebon Rih z siostrą, nad którą sprawowała opiekę. Zaabsorbowany pomaganiem dorosłym Eyrieńczykom w osiedleniu się, Yaslana nie potrafił dokładnie powiedzieć, kiedy Jillian została „pomocnicą” Marian i zaczęła zajmować się Daemonarem. Jego synek był wtedy kapryśnym, zaczepnym kilkulatkiem, kuleczką niespożytej wręcz energii. Pomoc Jillian w ujarzmieniu małej bestyjki pozwalała Marian w spokoju zająć się tym, co musiała przestał myśleć o niej jako o podopiecznej kogoś innego. Jasne, Jillian na ogół wracała na noc do siebie, lecz spędzała u nich tyle czasu, że jego obowiązkiem stało się ją chronić – jak honorową córkę, tak jak czynił jego ojciec, kiedy został honorowym wujem większości Królowych z Terytoriów w zaczął się zastanawiać, czy to nie będzie seksualnego żaru powiązana była z mocą, która płynęła w żyłach Krwawych i czyniła ich tym, czym i kim byli. Im ciemniejszą mocą dysponował Książę Wojowników, tym silniejszym emanował żarem. Był w tym pewien sens – zapewniało to przetrwanie ciemniejszych linii i pomagało utrzymać kobietę przy sobie wystarczająco długo, aby spłodzić dziecko i wytrwać te wszystkie lata aż do chwili, gdy formalnie zostaną ojcu przyznane prawa do potomka. Przez resztę czasu potrafiło być to jednak cholernie uciążliwe. Mężczyzna popuszczał wodze, aby uwieść kochankę i zapewnić jej fantastyczne doznania, lecz żar ten, nawet na uwięzi, przyciągał nieraz zbyt wiele niepożądanego zainteresowania ze strony innych przeciwieństwie do swojego brata, Daemona, który mógł uwieść każdą już przez samo swoje wejście do pokoju, Yaslana nie miał zbyt dużego problemu z niechcianym zainteresowaniem ze strony kobiet z jednego prostego powodu: ciągnęła się za nim reputacja brutalnego i okrutnego w łóżku. Zdobył ją dawno temu, jako niewolnik na dworach w Terreille. Opowieści o tym, jak to brutalnie traktował Królowe, które próbowały go wykorzystać, dotarły razem z emigrantami do Szarej Przystani aż po granice Kaeleer. To dlatego obawiano się go bardziej niż innych Książąt Wojowników. Kobiety mógł cieszyć żar, który odczuwały, kiedy przechodził obok, ale były wdzięczne, że ma żonę i nawet nie patrzy w ich jednak się go nie bała – i to mogło okazać się problemem. Miał nadzieję, że dziewczyna będzie w stanie zaakceptować ten żar jako coś, co tkwiło w nim od zawsze, nawet jeśli sama dopiero teraz zaczęła to dostrzegać, i zignoruje to tak samo, jak przechodziły nad tym do porządku dziennego wszystkie Królowe należące do sabatu Jaenelle Angelline. W przeciwnym razie… Cóż, w przeciwnym razie będzie musiał zabronić jej wstępu do swego domu, aby powstrzymać ją od popełnienia śmiertelnego w skutkach jak Jillian, Daemonar i Titian lecą w stronę eyrie, w której Lord Endar uczył eyrieńskie się z zamyślenia, zniknął pałkę ćwiczebną, przemierzył ogródek i wszedł do – jego żona, przyjaciółka i partnerka, a także miłość jego życia – uśmiechnęła się, gdy pojawił się w kuchni. Nalała filiżankę kawy i podała mu ją.– Ominęło cię śniadanie. I cały poranny chaos.– Czy zauważyłaś, o ile ciszej było tu w ubiegłym tygodniu, kiedy Daemonar udał się z wizytą do wuja? – zapytał Lucivar.– Och, chyba wszyscy w Riadzie to zauważyli – odparła Marian. – Ale to w końcu twój syn.– Ty też miałaś coś wspólnego z tym, że się tu pojawił – zaoponował żywo.– Ale nie od tej strony. To akurat ma po było temu zaprzeczyć. Jego syn wyrastał na znamienitego – co jednocześnie oznaczało bycie totalnym wrzodem na tyłku – Księcia Wojowników, którego Zielony Kamień otrzymany na mocy Przyrodzonego Prawa niemal odpowiadał mocą Zielonemu Kamieniowi Rothvara.– Odłożyłam ci trochę jedzenia – powiedziała, po czym zmarszczyła brwi. – Lucivarze?Uparcie twierdziła, że nic jej nie jest, ale od narodzin Andulvarka nie odzyskała ani sił, ani energii. Wiedział, że nie jest szczęśliwa z powodu mało entuzjastycznego podejścia do seksu, jakie teraz przejawiał. Zdawał sobie sprawę, że wręcz zaczyna wątpić, czy mu się jeszcze podoba, co było tak dalekie od prawdy, że aż śmieszne. Były noce, gdy pragnął jej wręcz rozpaczliwie, ale nawet kiedy dokładał wszelkich starań, aby być wyjątkowo delikatnym i ostrożnym, wydawało się, że ich akt miłosny jeszcze bardziej pozbawia ją żeby udała się do Uzdrowicielki, która służyła u Królowej Amdarhu, stolicy Dhemlanu. Lady Zhara nie potrafiła jednak znaleźć przyczyny, dla której Marian znacznie wolniej niż normalnie dochodziła do siebie po porodzie. Obie Uzdrowicielki, Nurian i Zhara, zgodnie orzekły, że coś jest nie tak, lecz wyglądało na to, że żadna z nich nie potrafi doszukać się przyczyny. Marian zaś uparcie twierdziła, że czuje się coraz lepiej. Nie mógł zatem zrobić zbyt wiele, a jedyna osoba, której opinia mogłaby mieć znaczenie, odeszła wiele lat wszystko, ze względu na to, jak jego żona czuła się z powodu ich obecnie mocno ograniczonego życia miłosnego, musiał powiedzieć jej o tym, co zaszło rano.– Jillian wyczuła żar seksualny, kiedy rozmawialiśmy na dworze. – Słowa te niemal jego samego paliły w gardle żywym postawiła talerz na stole i obdarzyła męża zdziwionym spojrzeniem.– Lucivarze, ona dorasta. Prędzej czy później musiało do tego dojść. – Umilkła na chwilę. – To dlatego była tu tak wcześnie?Lucivar pokręcił głową.– Nie, to przez Rothvara. Fakt, że dzieli on teraz łoże z Nurian, wzbudził wspomnienia o Falonarze.– Ach, o nim – powtórzyła, dobitnie akcentując ostatnie kochana czarownica domowego ogniska na ogół nie przemawiała z takim jadem. Ale przecież to właśnie przez niego Lucivar znalazł się na polu bitwy sam jeden przeciwko wszystkim Wojownikom, którzy pragnęli, żeby to Falonar sprawował władzę nad Ebon Rih. Nie myślał o tym, jak będzie wyglądał po tej walce. Nie zastanawiał się, jak zareaguje żona, widząc swojego męża powalanego krwią szczęście, że ten typ zniknął, kiedy wysłano go na dwór Lady Perzhy.– No cóż, Falonar nie skrzywdził Jillian, dopóki nie został kochankiem Nurian. Trochę więc potrwa, zanim dziewczyna przyjmie do wiadomości fakt, że nawet jeśli Rothvar przejął teraz tę rolę, nie znaczy to, że i on się zmieni, i będzie próbował którąkolwiek z nich kontrolować.– Rothvar będzie musiał po prostu okazać jej cierpliwość. I ty te stanowiły lekki przytyk – lekki, co nie oznaczało, że Lucivar miał nie więc żonę leniwym, aroganckim uśmiechem.– Przypomnę ci, jaką to cnotą jest cierpliwość, kiedy Daemonar po raz pierwszy poczuje zapach księżycowej krwi i zacznie wykazywać zapędy despotyczne!Marian wyglądała jak królik, który wpadł prosto w stado wilków.– No cóż, po prostu będziesz musiał mu wszystko jej głosie pobrzmiewała irytacja. Więcej, była wręcz zbulwersowana na myśl, że dwóch Książąt Wojowników będzie się nad nią trzęsło. Lucivar tymczasem odstawił filiżankę na stół, wziął żonę w ramiona i obdarzył długim czułym pocałunkiem.– Nie martw się – powiedział, szczerząc się od ucha do ucha. – Obiecuję, że wszystko mu DRUGISiedząc na skraju łóżka swojej córki, Daemon Sadi – Książę Wojowników Dhemlanu noszący Czarny Kamień – przewrócił ostatnią stronę.– I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. – Zamknął dostali stek – wtrącił zlustrował wzrokiem futrzanych towarzyszy, którzy dołączyli do dziewczynki na czas wieczornych opowieści – młodziutki Wojownik Sceltie, który właśnie przemówił, oraz jeszcze młodsza czarownica Sceltie, która tylko zamachała wesoło ogonkiem.– Tak – odparł cierpko. – Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, bo dostali stek.– I ciasto!Daemon przeniósł z kolei wzrok na córkę, która cieszyła jego serce i umysł. Jaenelle Saetien miała czarne włosy i złote oczy, typowe dla długowiecznych ras, lecz jasnobrązowa, jakby lekko muśnięta słońcem skóra przypominała raczej karnację jej matki niż jego własną o złocistobrązowym odcieniu. Delikatnie spiczaste uszy były charakterystyczne dla rasy Dea al Mon. Tak naprawdę to poza oczami – złotozielonymi i nieco za dużymi – Jaenelle Saetien bardzo przypominała Surreal, kiedy ta była w jej wieku.– I ciasto – przytaknął. Widząc, na co córeczka się szykuje, zniknął książkę i pierwszy rzucił się na nią z łaskotkami. Jaenelle Saetien piszczała z radości, a Sceltie szczekały wesoło i podskakiwały na łóżku.– Mieli ciasto z kremem i lukrem, udekorowane mnóstwem różowych i niebieskich kwiatów! – Co było ulubionym wypiekiem na chwilę, żeby pozwolić jej złapać oddech – a ta skoczyła na niego, zgodnie zresztą z tym, czego się spodziewał. Teraz przyszła jej kolej na łaskotanie, więc usłużnie padł do tyłu, żeby jej to ułatwić. Oczywiście Sceltie również wzięły to za zaproszenie do zabawy i radośnie się na niego zwaliły. Na szczęście to łapa mniejszego z dwóch szczeniaczków wylądowała mu na jajkach, zanim ogarnął się na tyle, by tę delikatną część ciała ochronić za pomocą osłony.– Poddaję się – powiedział ze śmiechem. – Już się Saetien rozciągnęła się nad nim, tak że ich nosy niemal się stykały. Morghann złapała go zębami za rękaw, a Khary, który niedawno świętował Obrzęd Urodzinowy i nosił teraz ciemny Opalowy Kamień, stanął mu za głową i zaczął się weń wpatrywać.– Tato?– Tak, moja mała czarownico?– Nie miałbyś ochoty na tort?Ach. Więc o to im chodziło.– Pięknie ozdobione torty robi się na wyjątkowe okazje.– Ale ja teraz mam wyjątkowy było. Jaenelle Saetien posiadała Kamień, z którym żaden inny nie mógł się równać. Stworzony specjalnie dla niej przez Królową, która zawsze była i na zawsze pozostanie miłością jego życia. Jednak rola przewodnika młodej czarownicy noszącej coś tak wspaniałego jak Świt Zmierzchu wiązała się z pewnymi obowiązkami – nie tylko jako ojca, ale także jako Księcia Wojowników. Granice mogły być zarysowane bardzo delikatnie, lecz musiały zostać wyznaczone.– Masz wyjątkowy Kamień. Kiedy go otrzymałaś, świętowaliśmy to uroczyście. O ile dobrze pamiętam, jedliśmy wtedy ogromny tort, który pani Beale przygotowała specjalnie na tę okazję, z całym mnóstwem kremu i lukru. – Na samą myśl o tamtym lukrze aż go rozbolały to prawdopodobnie przez ten tort razem z Lucivarem musieli się użerać z nadmiernie podekscytowaną dzieciarnią w trakcie przyjęcia. Nie żeby miał zamiar kiedykolwiek powiedzieć o tym tej noszącej Żółty Kamień olbrzymiej czarownicy, która była jego kucharką tu w Pałacu.– Kiedy to było wieeeeki temu! – zaoponowała Jaenelle miała miejsce kilka tygodni wcześniej. Ale nawet dziecko pochodzące z długowiecznej rasy miało inne poczucie czasu niż dorośli.– Rozumiem zatem, że poprosiłaś panią Beale o ciasto.– Powiedziała, że przygotowała już menu na następne dwa tygodnie i wśród deserów nie przewidziała tortu.– No cóż…– Ale na pewno zrobiłaby go, gdybyś to ty ją każdym razem, kiedy pani Beale miała z nim coś do omówienia, przychodziła na spotkanie ze swoim dobrze naostrzonym tasakiem do mięsa – i chociaż ona nosiła Żółty Kamień, a on Czarny, nigdy nie przyznałby przed sobą ani przed nikim innym, że czuł lekkie ukłucie strachu, ilekroć musiał mieć z nią bezpośrednio do czynienia. Zawsze, kiedy marzyło mu się jakieś szczególne danie albo deser, wolał przekazać prośbę za pośrednictwem Beale’a, Wojownika noszącego Czerwony Kamień – pałacowego kamerdynera oraz męża pani Beale.– Może i by zrobiła – zgodził się z córką – ale jak już powiedziałem i z czego sama zdajesz sobie sprawę, takie torty robi się na wyjątkowe okazje.– Ale, tato…– Nic z tego. – Daemon pocałował ją w policzek, by złagodzić nieco ostrość swoich słów, po czym ciągnąc wciąż uczepioną jego rękawa Morghann, usiadł i podsadził córeczkę na Sceltie, żeby umościły się w końcu w swoich koszykach, okrył Jaenelle Saetien na dobranoc i poszedł do siebie. Ledwo zdążył się rozebrać, gdy usłyszał pukanie do drzwi łączących jego pokoje z apartamentem Surreal. Niezależnie od tego, czy uprawiali seks, kochali się, czy po prostu przytulali przed zaśnięciem, większość nocy spędzał w jej łóżku. Jej łóżko, jej zasady – do niego zaś, jako do kochanka, należał przywilej jej Książę Wojowników potrzebował własnego pokoju i własnego łóżka, w którym mógłby zaznać snu, odpoczynku i spokoju. Tu spał, kiedy Surreal zostawała w Amdarhu, ich kamienicy w mieście, albo w jego zastępstwie udawała się do którejś z rodzinnych posiadłości. Nie czuł potrzeby ani pragnienia, by trzymać się od niej z daleka, kiedy przebywała w rezydencji. Poza tym odmawianie jej własnego ciała stanowiłoby naruszenie obietnicy, którą złożył – wszak przyrzekł być jej mężem w każdym znaczeniu tego ciąża – nieplanowana i niespodziewana – była efektem tego, jak pocieszali się wzajemnie tej nocy, kiedy umarł jego ojciec. Bardziej niż na dzikiej namiętności ich małżeństwo zasadzało się na tym, że nie chciał pozwolić, aby odeszła z jego dzieckiem. A jednak przez te wszystkie lata na swój sposób się kochali – i jako przyjaciele, i jako rodzina. Surreal natomiast zrozumiała – i pogodziła się z tym – że on nigdy nie będzie potrafił pokochać żadnej innej kobiety równie głęboko i gorąco, jak kochał ją, żywe ucieleśnienie wszystkich marzeń. Jaenelle Angelline. Czarownica. Jego ją znała. W rzeczy samej była jej siostrą i przyjaciółką, jak również mieczem i tarczą Jaenelle jako Królowej. Zawsze blisko, w czasie pierwszego małżeństwa Sadiego wzięła na siebie rolę jego zastępczyni, żeby tylko mógł spędzić z Jaenelle tyle czasu, ile się tylko dało. Długość życia czarownic mierzyło się bowiem w dekadach, a nie wiekach. Towarzyszyła mu również w roku żałoby oraz w latach nawet po tym, jak się pobrali, istniał między nimi dystans, pełna rezerwy ostrożność. Byli przyjaciółmi, kochankami, partnerami, rodzicami. Ale aż do Obrzędu Urodzinowego Jaenelle Saetien, kiedy formalnie uznała jego ojcostwo i udzieliła mu nieodwołalnych praw do córki, ten dystans i ostrożność nie zniknęły. A teraz…Drzwi się otworzyły i do pokoju – do jego pokoju – weszła Surreal.– Udało ci się ułożyć ich do snu? – odwrócił się, by stanąć do niej przodem, poczuł, jak coś się w nim rozluźnia. Wzbiera. Roznieca do gwałtownego, mrocznego do mojego pokoju. Patrzył na nią, stojącą na środku jego królestwa, w długiej zielonej koszuli nocnej przetykanej złotą nicią – szatą, która w każdym calu stanowiła zaproszenie – i poczuł, jak to jedno słowo wypełnia go całkowicie, tak że nie było już miejsca na nic innego. Jest moja.– Sadi?Miał ochotę na igraszki. Och, jak bardzo chciał się zabawić. Ona również o tym marzyła. Co inaczej robiłaby w jego pokoju? W jego pokoju, gdzie to nie on był gościem. Gdzie nie istniały żadne granice wyznaczające, co mógł albo czego nie mógł zawsze musiał istnieć wybór. Zawsze.– Daemonie?Za pomocą Fachu przymknął drzwi. Ale nie zamknął ich do końca. Jeszcze nie teraz.– Chcesz się zabawić? – zamruczał, zbliżając się do niej powoli.– Ty najwyraźniej masz na to mogła się oprzeć temu lekko bezczelnemu uśmieszkowi, który wystąpił mu na twarz w efekcie podniecenia. Wolny od wszelkich zahamowań, owinął się wokół niej, nachylając się tak blisko, że ich wargi niemal się zetknęły. Ale jego usta nie spoczęły na jej ustach. Nie, nie dotknie ich, dopóki sama nie podejmie decyzji.– Chcesz tu zostać na noc i się bawić czy wolisz iść do siebie i spać sama?Jeżeli nie zostanie z nim tutaj, nie będzie mógł z nią dzisiaj spać. Nie potrafiłby odgrywać należycie taktownego gościa w jej łóżku. Nie dziś. Nie teraz, kiedy puściły wszelkie zahamowania. Nie teraz, kiedy czuł – tak naprawdę czuł – że ta kobieta, tak jak dziecko, jest jego. Nie chciał się z nią kochać, nie chciał nawet uprawiać seksu. Nie dziś. Tej nocy chodziło o posiadanie, o to, żeby jej ciało śpiewało tak, jak on zagra, żeby nie było między nimi już żadnych barier, żeby w końcu oddał jej wszystko to, czym tylko wtedy, jeżeli sama tak postanowi.– To co, chcesz się bawić? – zamruczał Podekscytowanie. Podniecenie zaprawione nutką strachu przed tym, co zamierzał Zostaniesz czy pójdziesz? – zapytał szeptem jeszcze delikatnym materiałem dostrzegł zarys twardych sutków. Poczuł zapach mokrego ciepła rozlewającego się jej między nogami.– się zamknęły. Kliknął zamek. Surreal zadrżała, gdy przebiegł palcami po jej usta zetknęły się w pocałunku tak zachwycająco, tak przewrotnie delikatnym, że zanim mógł zrobić cokolwiek innego, musiał zlizać z jej twarzy w końcu położył ją na swoim łóżku, aż załkała, rozpaczliwie potrzebując jego dotyku. Całą uwagę skupił więc na tym, żeby najpierw zaspokoić ją, a nie siebie. Jest gwałtownie otworzyła oczy. Serce waliło jej jak oszalałe. Przestraszyła się, że odgłos ten obudzi śpiącego obok niej chciała obudzić – ani wzbudzić – tego, który spał czego pragnęła w tym momencie ponad wszystko inne, to wydostać się z jego się na bok, bliżej krawędzi łóżka, i zamarła w oczekiwaniu. Ale nie, żadna ręka nie złapała jej gwałtownie za biodro. Żadne ramię nie poruszyło się, by przyciągnąć ją z powrotem. Żadna głowa nie uniosła się z poduszki, by sprawdzić, co się dzieje. Żaden głęboki, senny głos nie zapytał, dokąd się więc spomiędzy prześcieradeł najpierw stopy, potem łydki. Przesunęła się jeszcze odrobinę i zsunęła z łóżka. Przykucnęła obok, czekając w Daemon wciąż że obecność wyprostowanej postaci w swojej sypialni wyczułby natychmiast, na czworakach ruszyła w stronę Słodka Ciemności, proszę, niech się otworzą. Bez względu na to, jaką blokadę założył na drzwi i roztoczył wokół tego pokoju, niech ona teraz klamkę. Drzwi się otworzyły, wpuszczając do przesyconego seksem pokoju powiew świeżego wślizgnęła się do swojej sypialni i zamknęła drzwi. Korciło ją, by założyć na nie Szarą blokadę, rozmieścić osłony wokół całego pokoju. Ale Szara by go nie zatrzymała. Wzbudziłaby w nim ciekawość lub troskę – może by go rozzłościła – lecz z pewnością by go nie do łazienki i założyła wokół niej osłonę słuchową, by ukryć odgłos wody, po czym wzięła gorący prysznic. Cała aż dygotała, myjąc włosy, dokładnie opłukując ciało, stojąc i pozwalając, by woda rozluźniła napięcie, ulżyła obolałym Księcia Wojowników to jego miejsce. Tam jest skłonny do większej Jaenelle Angelline, wypowiedziane dziesiątki lat temu, były zarówno instrukcją, jak i wiedziała, co to zaborczość. Podczas ich pierwszej wspólnej nocy, tej, kiedy poczęli Jaenelle Saetien, skończyli w jego pokoju, na jego łóżku i tam był… w większym stopniu Daemonem, ale jeszcze nie Sadystą. Doświadczyła tej strony jego natury, która znajdowała się gdzieś pomiędzy – a to, jak go owej nocy doświadczyła, w ekscytujący sposób zapierało dech w tamtej pory ich seks był cudowny i oszałamiający, lepszy od wszystkiego, czego kiedykolwiek zaznała, chociaż nie zawsze miał w sobie to coś, co sprawiało, że dosłownie brakowało jej wczoraj…Co takiego zrobiła, co sprowokowało go do takiego zachowania? Co przemieniło go w zwierzę, jakim się stał ubiegłej nocy? Rozpoznawała w jego złocistych oczach to szkliste spojrzenie. Wiedziała, pod czyją kontrolą znajdowało się jej ciało i kto się nią bawił, aż niemal rozpłynęła się w przerażającym zachwycie, który w jednym momencie czyni kobietę w cudowny sposób zaspokojoną, a chwilę później sprawia, że desperacko pożąda ona kolejnego dotyku, następnego orgazmu, na który dostanie w łóżku z Sadystą – i to ją przerażało. To przerażało ją, najlepiej opłacaną dziwkę Domów Czerwonego Księżyca w całym Terreille, jak również jedną z najlepszych zabójczyń w tym Królestwie. Nie była dziwką od całych dekad, od kiedy wyemigrowała do Kaeleer, wciąż jednak pilnowała, aby wszystkie noże, jakie posiadała, były ostre – i od czasu do czasu, bardzo dyskretnie, z nich i tak wszystkie umiejętności, jakimi dysponowała, były niczym wobec noszącego Czarny Kamień Księcia te umiejętności były niczym wobec Obrzędu Urodzinowego Jaenelle Saetien dogadywali się wręcz fantastycznie. Daemon wyraźnie się odprężył i złagodniał, co stanowiło dość typową reakcję mężczyzny po uzyskaniu praw do dziecka. Surreal podejrzewała, że to odprężenie może mieć też związek z ponownym zetknięciem się – w pewnym sensie oczywiście – Daemona z Czarownicą, która podarowała ich córce nadzwyczajny dni po Obrzędzie po raz pierwszy powiedział jej, że ją kocha; słowa te sprawiły, że zrobiło jej się ciepło w sercu, stanowiły zapewnienie, że zostanie, aby się z nią teraz…Zakręciła wodę, po czym jeden z dużych ręczników owinęła wokół głowy, a drugim się mogła co prawda zabrać Jaenelle Saetien ze szkoły i pozbawić codziennych lekcji Fachu i Protokołu, które dziewczynka rozpoczęła z Daemonem, ale ona sama mogła przecież na kilka dni wyjechać pod pretekstem sprawdzenia, jak się sprawy mają w innych rodzinnych posiadłościach. Nie było w tym nic niezwykłego. Nic, co mogłoby wzbudzić podejrzenia w Daemonie albo sprawić, że zacząłby zadawać się zlewu, w jednej chwili przypominając sobie dotyk jego dłoni, ust, to uczucie, gdy jego penis wypełnił jej wnętrze, poruszał się w niej…Doszła. Ale to nie wystarczyło. Zachłanne, rozpaczliwe pragnienie wróciło pragnęła Daemona. Pragnęła Sadysty, który jej to wyjechać na jakiś czas, żeby w spokoju przemyśleć Daemon, na wpół rozbudzony, wyciągnął ramię w bok. Gdy zamiast ciepłego ciała jego dłoń napotkała tylko chłód prześcieradła, przeturlał się na plecy i potarł Noc!Jego seks tak nie wyglądał – ba, on sam nie zaproponował takiego seksu, odkąd… no cóż, odkąd Jaenelle Angelline po raz ostatni przyjęła jego zaproszenie do łóżka. Nie sądził, żeby jakakolwiek inna kobieta – nawet Surreal – kiedykolwiek zgodziła się z nim bawić w bycie posiadaną, świadoma, że nic jej nie grozi. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek pokocha kogoś na tyle mocno, żeby znów zapragnąć bawić się w ten dawno temu po raz pierwszy ujrzał w swojej sypialni Czarownicę i tak na nią zareagował, ojciec wyjaśnił mu pewne aspekty dotyczące natury Książąt Wojowników, których młody Sadi nie był to się rozgrywa na poziomie emocji, a kiedy dzieje się naprawdę, staje się jeszcze mroczniejsze i bardziej niebezpieczne. To radosny dreszcz podniecenia, że budzisz w swojej kochance strach, doprowadzając ją do punktu, w którym już nie chce się opierać. A przy tym również komfort, że możesz ujawnić jej ten aspekt swojej natury, wiedząc, że ona wciąż ma do ciebie zaufanie… To coś, co może przerodzić się w agresję, a zostaje przemienione w pewien rodzaj bezwzględnej łagodności… To część twojej natury. Coś właściwego twojej kaście. Coś, co drzemie w każdym z nas… Część siebie przekształciłeś w potężną broń, doprowadziłeś do perfekcji do tego stopnia, że ludzie nadali temu inną w swojej sypialni był Sadystą w formie najłagodniejszej z możliwych. Sadystą kochankiem. Daleko temu do tego, czym się stawał, kiedy pozwalał, aby ten mroczny, zabójczy aspekt jego natury zerwał się ze smyczy. Jednak te szczególne umiejętności oraz wiedza owinięte miękkim aksamitem miłości potrafiły w tak pikantny sposób zaspokoić kobietę jak nic powinien być zaskoczony, że Surreal przyjęła jego zaproszenie. Kiedy dokonała wyboru – bo gdy chodziło o ten rodzaj łóżkowych igraszek, decyzja musiała należeć do niej – pokazał jej, kim naprawdę jest, kiedy istniejące między nimi bariery znikają. Bariery, które utrzymywał w miejscu, by ją chronić. Wydawały mu się konieczne. Tymczasem wczoraj w nocy Surreal uświadomiła mu, jak bardzo mylił się w tej sonda psychiczna zlokalizowała Szarą osłonę. Wyślizgnął się więc z łóżka, włożył szlafrok i otworzył okno, żeby w pokoju zdążyło się wywietrzyć, zanim przyjdzie jego lokaj albo ktokolwiek szlafrok w pasie i wszedł do sypialni Surreal. W chwili, w której dobiegł go jej psychiczny zapach, stanął jak SaDiablo, czarownica i zabójczyni nosząca Szary Kamień, ta, która od piętnastu lat była jego żoną, czuła przed nim strach. Naprawdę się go bała. Z powodu ostatniej sama dokonała tego wyboru. Przyjęła jego zaproszenie do zabawy. I jeśli choć przez chwilę czuła się niekomfortowo, mogła przerwać wszystko jednym słowem. Tyle wystarczyło: jedno słowo.– Surreal – powitał ją go słabym uśmiechem.– Czas zobaczyć, jak się sprawy mają w naszych posiadłościach – zaczęła się tłumaczyć. – Postanowiłam wcześnie wyruszyć i nie chciałam cię odczytywać znaki, jakie wysyłało jej ciało. Wiedział, że serce wali jej jak oszalałe; oddychała zdecydowanie zbyt w nocy, kiedy czuł tę mroczną żądzę posiadania, wiedział, że ta kobieta należy do niego i, co równie istotne, że i on należy do niej. Pokazał jej także, kim jest naprawdę – przed nią prawdę o sobie ujawnił tylko jednej w przeciwieństwie do Jaenelle Angelline, która akceptowała wszystko, czym i kim jest, Surreal, poznawszy tę prawdę, zaczęła się go bać. Och, czasami odczuwała przed nim strach przy innych okazjach, miała ku temu powód. Ale nie tutaj. Nie w ich domu. Nie w jej tylko, że przecież wczoraj nie byli w jej łóżku. Kochali się u niego, co w przypadku Księcia Wojowników sprawiało różnicę. Ogromną się więc znów łagodnie, nie podchodząc bliżej:– Zjesz ze mną śniadanie, zanim pojedziesz?Jej wahanie trwało o ułamek sekundy za długo.– Jasne, kotku. Daj mi tylko kilka minut, aż skończę się pakować. Zobaczymy się na wrócił więc do siebie i zamknął drzwi. Wziął krótki, ale dokładny prysznic, świadom, że jakakolwiek pozostałość zapachu seksu będzie jej teraz krótki wyjazd okaże się zbawienny, da jej czas, by uświadomiła sobie, że była to tylko zabawa, że przecież przestałby w tej samej chwili, w której by go o to poprosiła. Ale taka prośba nie padła. Wiedział, że nie padła. Podobnie jak wiedział, że Sadysta kochanek dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, gdzie przebiega u niej granica między dziką przyjemnością a prawdziwym bólem, i nigdy, przenigdy tej granicy nie mimo to przestraszył ją, zamiast zaspokoić. Kilka dni z dala od domu mogłoby pomóc. Jeżeli jej strach nie ulegnie rozproszeniu, zostanie między nimi jak się, Daemon pracował jednocześnie nad tym, aby z powrotem poskromić swój temperament, potęgę, Sadystę i żar. Ale ostatniej nocy coś w jego wnętrzu wezbrało, roznieciło się i kiedy próbował teraz okiełznać żar, wydawało się, że jest z tym trochę jak z koszulą, która niby powinna pasować, a jednak okazuje się odrobinę za to nie był dzień, w którym mógł sobie odpuścić. Bezlitośnie zacisnął więzy utrzymujące żar na wodzy do punktu, w którym znajdowały się dzień wcześniej, ignorując przy tym ukłucie bólu, które pojawiło się w efekcie zbyt mocnego zdławienia samego wszystkie aspekty swojej natury na tyle, na ile się tylko dało, zszedł na dół, aby zrobić wszystko, co w jego mocy, i uspokoić żonę, zanim ucieknie z ich własnego domu. # salted RMF FM Dostęp zabroniony Wszyscy w mieście znali Jadwigę. Małe dzieci bardzo jej się bały, bo rodzice uwielbiali je nią straszyć, kiedy nie chciały iść spać albo były nieposłuszne. Właściwie z tą kobietą wszystko było w porządku, po prostu ubierała się niezwykle, inaczej niż wszyscy i zawsze chodziła z cienkim, długim papierosem w dłoni. Ludzie nie wiedzieli nawet, skąd i kiedy pojawiła się w ich mieście. Miało się wrażenie, że mieszkała tam od zawsze. Nikt jednak nie wiedział, czy gdzieś pracowała, czy ma jakąś rodzinę ani skąd pochodzi. Mała Jadzia była zwykłą dziewczynką, która dorastała w rodzinie bez ojca. Uwielbiała jeździć na rowerze, biegać boso po polach i zbierać czerwone maki. Pomagała mamie w domu, a zimą siadała w wielkim fotelu i słuchała legend i opowieści babci Stasi. Wychowanie wśród samych kobiet bardzo wpłynęło na losy dorosłej Jadwigi. Brakowało jej męskiej dyscypliny i surowości. Jadzia jakoś skończyła podstawówkę i pojechała się dalej uczyć do miasta (bo pochodziła z niedużej wsi). Poszła do technikum krawieckiego. Podobała jej się ta szkoła, więc ukończyła ją bez problemu i zaczęła przyjmować pierwsze zamówienia. Tylko Jadzia umiała szyć takie niesamowite sukienki, bluzki i spódnice. Miała dobrą wyobraźnię i mnóstwo pomysłów. Jeden z wpływowych mężczyzn w mieście szybko zauważył jej kreatywność, talent i wyobraźnię. Grzegorz pochodził z zamożnej rodziny. Kiedy więc skończył dwadzieścia lat, jego ojciec podarował mu małą pracownię. A on zaprosił Jadzię do pracy. Wszystko szło dobrze, Grzegorz osiągał duże zyski i doceniał Jadwigę jako pracownika. Wkrótce zaczął okazywać jej bardziej osobistą sympatię. Początkowo dziewczyna niechętnie odpowiadała na zaloty i piękne bukiety róż, które Grzegorz zostawiał jej na stole. Ale w końcu uległa. Chyba żadna kobieta nie pozostałaby obojętna na takie względy. Grzegorz zaprosił Jadzię do przytulnej restauracji, zamówił dobre jedzenie i wino. Wieczór dokończyli u niego w domu. Po tym dniu Jadwiga bardzo się zmieniła. Promieniała szczęściem, a z jej oczu biło tyle ciepła i radości, że wystarczyłoby, żeby obdzielić kilka osób. Jadzia musiała przyznać się sama przed sobą, że zakochała się w swoim szefie. Jednak gdzieś do głębin jej duszy wkradł się niepokój i lęk. Nie mogła zrozumieć dlaczego, bo wszystko było w porządku. Pewnego wiosennego dnia Grzegorz jej się oświadczył. Jadzi wydawało się, że nawet ptaki śpiewały wtedy w szczególny sposób, słońce było tak wysoko, jak latem, a Grzegorz był jeszcze piękniejszy niż zwykle. Dziewczyna była zaślepiona miłością i nic nie mogła na to poradzić. Po ślubie układało się już nie tak różowo, jak wcześniej. Grzegorz okazał się dość despotycznym i twardym mężczyzną. Jadzia niczym żołnierz wstawała na równe nogi z budzikiem, dokładnie o szóstej, żeby za pół godziny podać mężowi ciepłe śniadanie. Grzegorz nie jadł wszystkiego, jego żona musiała pilnować diety, kupować tylko wybrane produkty, które były zapisane na kartce papieru umieszczonej na drzwiach lodówki. W mieszkaniu nie mogło być ani brudu, ani bałaganu. Nawet jeżeli wróciła do domu bardzo zmęczona z powodu dużej liczby zamówień, i tak brała się za sprzątanie. Potem szykowała obiad i dbała o dobry nastrój męża. Dowiedziała się, że jest w ciąży, kiedy była w drugim miesiącu. Nie zwalniało to jej jednak z pracy. Jadzia prosto z pracowni pojechała na porodówkę. Grzegorz był nieugięty – jego żona będzie pracowała do samego końca, bo tak robiła jego matka, babcia i tak dalej. Kiedy Jadzia urodziła cudownego synka, Grzegorz sucho ich ucałował i podarował żonie bukiet kwiatów. Nie było w nim ciepła, namiętności i tej iskry, która kiedyś rozbłysła między nimi. Mężczyzna nigdy nie pomagał Jadzi przy dziecku, chociaż wciąż na jej głowie były wszystkie prace domowe. Kobieta niesamowicie schudła, bo ciągle była rozdarta między niespokojnym synem a obowiązkami w domu. Syn Jadwigi i Grzegorza doznał poważnego urazu podczas porodu. Konsekwencje stały się jednak widoczne dopiero kilka miesięcy później. Po badaniu lekarskim Jadzia nie mogła uwierzyć własnym uszom. Grzegorz chodził wtedy jak gradowa chmura. Lekarze powiedzieli, że chłopcu zostało ledwie kilka dni życia. Niestety, mieli rację. Kiedy Jadzia straciła syna, nie była w stanie już dłużej znosić tego nieznośnego życia małżeńskiego. Nie przynosiło jej szczęścia, lecz przeciwnie, tylko rozczarowanie i ból. Ostatnią kroplą goryczy była zdrada męża. Kiedy dowiedziała się o innej kobiecie, postanowiła rozwieść się z Grzegorzem. Nie spodobała mu się ta decyzja. Mężczyzna tak mocno pobił Jadzię, że trafiła do szpitala. Po tym wszystkim nikt nie widział już Grzegorza w mieście, a pracownia została sprzedana zupełnie obcym ludziom. Jadwiga wyszła ze szpitala kompletnie odmieniona. Nie, nie była agresywna, tak jak myśleli ludzie. Tamto pobicie po prostu bardzo wpłynęło na jej psychikę. Teraz Jadwiga chodziła po mieście tylko ze swoim wiernym psem. Czarnym, kudłatym, z dużymi życzliwymi oczami. Ludzie plotkowali, że ​​w mieszkaniu miała kilkanaście innych psów różnych ras. To się potwierdziło, gdy kobieta zmarła. Na stole leżała notatka: „Te psy są znacznie milsze niż ludzie. Dobrze, że się nimi zaopiekowałam, a one odwdzięczyły mi się swoją wiernością. Której ludzie dochować nie potrafią.” Toksyczna matka jest osobą, która stara się mieć pełną kontrolę nad życiem swojego dziecka. Nawet, jeżeli osiągnęło ono pełnoletność. Andrea Piacquadio / kobiety żyją w wyjątkowo bliskich stosunkach ze swoimi mamami. Czasem nie zdają sobie sprawy z tego, że relacja jest toksyczna. Czym różni się bliska relacja od toksycznej? Agnieszka Szafrańska-Romanów, psycholożka i psychoterapeutka z Centrum Probalans w Warszawie wyjaśnia, po czym rozpoznać toksyczną matkę i co zrobić, żeby uzdrowić relację z z Agnieszką Szafrańską-Romanów, psycholożką i psychoterapeutką z Centrum probalans w Warszawie Jaką rolę w życiu dorosłej kobiety może odgrywać bliska relacja z matką?Bliskość w relacji matki i córki jest dobrym wskaźnikiem. Pamiętajmy, że relacja matka-córka stanowi jedną z najważniejszych relacji w życiu kobiety. Osoby, które mają traumatyczne doświadczenia, bazujące na niewystarczająco bliskiej, czasem wręcz zimnej relacji z matką, niejednokrotnie zgłaszają się do nas na zatem obie kobiety mówią, że łączy je bliska relacja, jest to dobry znak, wskazujący na to, że istnieje między nimi więź oparta na miłości. Jednak wszystko ma swoje granice, nawet bliskość. Dorosła córka jest niezależną osobą, która ma prawo do samodzielnych wyborów, zarówno tych osobistych, jak i zawodowych. Nie oznacza to, że nie może poprosić mamy o radę czy skonsultować z nią ważnej kwestii, ale mądra matka podjęcie ostatecznej decyzji zawsze powinna pozostawić dziecku. Nie każda matka potrafi jednak zdobyć się na taki gest. Po czym można poznać, że relacja matki z córką jest zbyt zażyła? Czym przejawia się uzależnienie córki od matki?Zdarzają się matki kontrolujące, a właściwie „nadkontrolujące”, które usiłują wpływać na wszystko: od wyboru studiów i pracy, poprzez partnera, na mieszkaniu skończywszy. Czasem nie potrafią one, albo nie chcą „wypuścić” córki z domu, uciekają się do manipulacji i umniejszania umiejętnościom córki. „Przecież beze mnie sobie nie poradzisz” – twierdzą. Taka postawa niewiele ma wspólnego z prawdziwą bliskością. Mamy natomiast do czynienia z osaczeniem. Wówczas relacja nie jest bliska w zdrowym emocjonalnie znaczeniu tego słowa, wręcz przeciwnie – staje się jakimi problemami borykają się kobiety uzależnione od swoich matek?Tkwiąc w toksycznej relacji z matką, kobieta może mieć problem ze stworzeniem zdrowej, partnerskiej relacji. Matka z osoby ważnej, ale jednak pozostającej na drugim planie w dorosłym życiu dziecka, staje się najważniejsza. Tymczasem w dorosłym życiu własna rodzina – partner i dzieci – powinni być najważniejsi. W układzie, w którym matka traktowana jest priorytetowo, córka omawia z nią swoje wybory i konsultuje rodzinne decyzje, przez co partner może się czuć izolowany i pomijany. To nigdy nie wróży niczego dobrego małżeńskiej relacji. Czy kobieta żyjąca w toksycznej relacji z matką ma w ogóle szansę na udany związek?Czasem córki w ogóle nie potrafią stworzyć relacji damsko-męskiej, bo toksyczna mama zastępuje im związek. Nawet, gdy pojawi się kandydat na partnera, jest on krytykowany przez zaborczą matkę, aż w końcu córka z niego rezygnuje. Matka potrafi zastąpić córce przyjaciółki, więc taka kobieta ma matkę, która jest dla niej jednocześnie partnerką, przyjaciółką i powierniczką…Kiedy przychodzi czas na „odcięcie” pępowiny i psychiczne uniezależnienie się córki od matki?Symboliczne odcinanie pępowiny powinno być procesem. Już nastolatka powinna mieć prawo do decydowania o sobie, np. w kwestii wyboru szkoły średniej, zainteresowań czy przyjaciół. Oczywiście, w przypadku osoby nieletniej rodzic powinien „trzymać rękę na pulsie” i uważać, aby młoda osoba nie popadła w kłopoty, ale należy jednocześnie szanować decyzje dziecka, a nie kierować się jedynie własnymi potrzebami i niespełnionymi przeczytać również:Toksyczna matka może zniszczyć życie nawet dorosłego dzieckaJak rozpoznać toksycznych ludzi i jak się przed nimi bronić? Ukończenie 18 roku życia to graniczny dzień, który powinien stanowić dla matki informację o tym, że córka jest już dorosła i sama będzie decydowała o swoim życiu. Mądra mama sekunduje dziecku, wspiera je, ale nie narzuca mu rozwiązań, argumentując je swoją ogromną miłością. Takie podejście wywołuje w młodych ludziach poczucie winy i prowadzi do myślenia, że jeżeli nie postąpi się zgodnie z oczekiwaniami mamy, to będzie ona zrobić, aby bliski kontakt z matką nie rzutował na nasze relacje z innymi?To matka kreuje relacje z córką od najwcześniejszych lat życia dziecka. Zdrowa relacja powinna opierać się na bezwarunkowej miłości, akceptacji i szacunku do odrębności, jaką stanowi dziecko. Traktowanie córki jak przyjaciółki czy powierniczki nie stanowi dobrego kierunku w budowaniu zdrowej relacji między obiema kobietami. Z kolei zwierzanie się z kłopotów, np. relacyjnych z ojcem, zaburza inną ważną relację w życiu córki – relację z ojcem. Córka o wiele częściej niż matka zauważa, że granica bliskości jest przekraczana, ponieważ toksyczna relacja zazwyczaj odpowiada przede wszystkim matce, która zastępuje nią nieudaną relację z mężem czy brak przyjaciół. Matka stara się utrzymać toksyczną więź, a córka chciałaby się z niej uwolnić, ale nie wie, jak to zrobić. Takie kobiety często trafiają do psychologa. Szukają pomocy w przejściu na zdrowe relacje z mamą. Praca nad sobą, jaką podejmują, stanowi początek budowania nowego, lepszego córki uzależnione od swoich matek powinny z nimi rozmawiać, aby relacja stała się mniej zażyła?Mottem córek będących w zbyt bliskiej relacji z matką powinno być stawianie granic i bronienie swojej odrębności. Nie chodzi tutaj o odcięcie mamy od swojego życia oraz izolowanie jej od siebie, ale o cierpliwe i konsekwentne informowanie jej o swojej słusznej potrzebie decydowania o własnym życiu – nie przeciwko mamie, ale w zgodzie ze sobą. Czasem jednak potrzebna jest pomoc fachowca. Psycholog może wesprzeć córkę w budowaniu zdrowego dystansu z matką i omówić te kwestie z obiema kobietami podczas wspólnego spotkania. Często nadopiekuńcza, „nadkontrolująca” mama ma w sobie mnóstwo lęków, które powinna przepracować, aby uzdrowić relację z ofertyMateriały promocyjne partnera

żeby mu się córka z czarnym